O życiu i śmierci
a Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga.
Wszystko przez nie powstało a bez niego nic nie powstało co powstało.
Ewangelia według Św. Jana.
- A czymże jest życie? Co od niego zależy?
Większość religii przypisuje mu fundamentalne znaczenie i wpływ na to co będzie z nami później. Może jednak ... - Patryk zamyślił się na chwilę po czym zaczął jakby z innej beczki.
- Człowiek rodzi się. Po pewnym czasie idzie do przedszkola, a w zależności od osiągniętych tam sukcesów idzie do szkoły lub do szkoły specjalnej. I znów się zaczyna, ci gorsi idą do gorszych mniej wymagających uczelni, a ci lepsi do lepszych. A po ich skończeniu cykl powtarza się znowu. Być może nasze ziemskie życie jest tylko przedszkolem jakiegoś dłuższego procesu.
- Czy zatem trzeba się w tym życiu tak trudzić, jeśli zależy od niego tak niewiele.- wtrącił się do wywodu Patryka drugi młodszy mężczyzna.
- Jak to niewiele. To jak wypadniesz w przedszkolu rzutuje przecież na całe twoje późniejsze życie. Jeśli po przedszkolu, pójdziesz do szkoły specjalnej, najprawdopodobniej nigdy nie dostaniesz się na studia.
- Przepraszam że się wtrącam- powiedziała śmierć wchodząc do pokoju przez zamknięte drzwi.- Rozmowa panów, dotyczyła w pewnym stopniu mnie, a ponadto zawierała sporo błędów, więc jako istota wiedząca poczułam się w obowiązku sprostować niektóre fakty.
Przykład przedszkola bardzo mi się podoba, aczkolwiek nie mogę go potwierdzić ani też jemu zaprzeczyć. Gdyż zawieszona jestem tylko między światami, a w tamtym świecie weszłam tylko do przedsionka i nie wiem co jest zanim.
Przykład ten jest jednak o tyle trafny, że każda uczelnia zarówno studia , przedszkole jak i życie posiada pewien program. Zasady są następujące. Każda istota musi doświadczyć w życiu tyle samo rozkoszy i cierpienia i mieć szansę na zdobycie wiedzy i czynienia dobra. Jeśli w jednym życiu nie zostanie wypełniony któryś z tych warunków, dostaję się nowe życie, które dopełnia programu. Oczywiście może się zdarzyć, że program zostanie wykonany już za pierwszym razem. Może też się okazać, ze potrzebne będzie trzecie życie.
Obaj mężczyźni początkowo przerażeni pojawieniem niespodziewanego gościa, wraz z wywodem śmierci zaczęli zwolna się uspokajać. A gdy śmierć zakończyła starszy z nich powiedział.
- Rozumiem że skoro pokazałaś się nam i mówisz nam o takich rzeczach to nadszedł nasz czas.
- W zasadzie tylko tędy przechodziłam, ale skoro już weszłam, a co gorsze powiedziałam muszę przedsięwziąć pewne kroki. Pozostawię jednak panom możliwość wyboru. Albo wyrazicie chęć zapomnienia wszystkiego co przed chwilą usłyszeliście, albo- Tu śmierć uśmiechnęła się - pójdziecie ze mną.
Obaj mężczyźni decyzję podjęli od razu, lecz były one różne.
- Chcę iść z tobą - odpowiedział starszy. W życiu spotkały go tylko rozczarowania, zdrady i upokorzenia. Był już zmęczony. Jeśli więc w perspektywie było jakieś lepsze życie, które mogło odmienić jego dolę...
Dobrze- rzekła śmierć - A ty?- zwróciła się do młodszego.
- Zostaję- odpowiedział.
- Zatem dobrze.- powiedziała śmierć i podniosła rękę w której trzymała kosę.
W tej chwili starszy człowiek poczuł bolesne ukłucie w piersiach, po czym zrobiło mu się ciemno przed oczami. Po chwili jednak ból ustąpił i ponownie zobaczył wnętrze pokoju. w którym na podłodze leżał on sam. A jego młodszy towarzysz najpierw próbował cucenia, a potem reanimacji. Postać śmierci stała niezmiennie w tym samym miejscu.
- Co teraz? - zapytał stary człowiek.
- Otwieram przed tobą wrota do następnego świata. - odpowiedziała śmierć.
W tej samej chwili Patryk ujrzał jak przednim otwiera się coś na kształt tunelu. Wyglądało to jakby na celuloidowym przeźroczu ze zdjęciem pokoju ktoś wypalił czymś gorącym otwór. Lecz ów otwór ział nieprzebytą czernią i przyciągał go jakąś niewidzialną siłą. Po chwili Patryk uległ tej mocy i wolno, lecz ze stale rosnącą prędkością ruszył w stronę czarnej dziury.
- Człowieku wypełniłeś już program swego życia. Doznałeś wszystkich rozkoszy i wszystkich zmartwień. Dostałeś szansę poznania i wykorzystałeś ją. W czasie swych dwu żyć, czy to w szczęściu, czy cierpieniu nie splamiłeś się zbrodnią. Mimo przeciwności byłeś wierny swym ideałom. I mógłbyś rozpocząć nową egzystencje, gdyby nie jedna rzecz. Czy pamiętasz gdy pod koniec twego pierwszego życia dobrowolnie przystałeś na jego zakończenie. Takie rozstanie się z egzystencją to ciężki występek.
Wprawdzie sąd nie uznał go za samobójstwo, jednak będziesz musiał ponieść za niego karę. Otrzymasz zadanie na świecie który opuściłeś. Jeśli chcesz możesz być śmiercią i dane ci będzie prawo przerywania ludzkiego życia. Możesz też zostać życiem i zostanie ci dane prawo jego nadawania. Pamiętaj jednak że będąc życiem lub śmiercią w swym działaniu nie możesz kierować się uczuciem, sprawiedliwością lub rozsądkiem. Zarówno życie jak i śmierć są tylko przypadkiem.
- Chce być życiem - powiedział ten co kiedyś zwał się Patrykiem.
- Dobrze - powiedziała mówiąca do niego postać bez twarzy - Idź zatem na ziemię i weź to. - i istota podała mu coś co wyglądało jak worek wypełniony szklanymi kulkami.
- To ludzkie dusze- wyjaśniła- ale tylko takie które nie zaznały jeszcze żadnego ciała. Są nieświadome i bezbronne, ale przecież żywe i nieśmiertelne. Być ich siewcą to naprawdę piękna pokuta.
Przez wiele lat niczym maniakalny podglądacz spieszył gdy wyczuwał wibracje mówiące o fizycznej miłości, a gdy stawał nad kochającą się parą spuszczał w dół jedną ze swych kulek. Czasami kulka nikła w ciele kobiety i nie pokazywała się już więcej. Znacznie częściej niczym bumerang wracała do worka. Początkowo wstrzymywał się przed rzucaniem kulek gdy miał podstawy przypuszczać, że urodzone dziecko z takimi rodzicami nie zazna szczęścia. Szybko jednak dał temu spokój.
Wiedział przecież że dusza zaznać musi tyle samo radości jak i smutku. Wiedział też, że im prędzej wykona swą pokutę tym prędzej ruszy ku nowej rzeczywistości, której był ciekaw coraz bardziej. Kulek więc zaczęło ubywać szybciej, aż w końcu została tylko jedna. Patryk wiele razy rzuca ją w rozgrzane miłosnym uściskiem ciała, a ta za każdym razem wracała. Dziesiątki razy, setki razy, tysiące. Ciskał ją stale z tą samą nadzieją i odbierał z coraz większym rozczarowaniem i gniewem. Dlaczego jedna uparta dusza blokuję mu drogę do nowego życia?
Miał coraz większą ochotę by zostawić gdzieś upartą kulkę. Powstrzymywał się jednak, porzucenie duszy oznaczało by tułaczkę bez sensu, a tak zawsze zostawała nadzieja. Tymczasem świat zmieniał się coraz bardziej. Patryk coraz częściej rzucał pozostałą kulką nie kochające się ciała lecz w inkubatory w których następowało sztuczne zapłodnienie. Z początku miał nadzieje że ów zmieniony sposób rozmnażania zachęci upartą duszę do życia, ta jednak wracała tak samo.
A świat zmieniał się jeszcze bardziej, z Ziemi jedna za drugą wylatywały wyprawy kosmiczne, wioząc kolonistów ku nowym światom. Planetę zaś coraz bardziej zapełniały maszyny, coraz bardziej skomplikowane i doskonalsze. Aż w końcu gdy z taśmy montażowej zjeżdżał kolejny typ robota, Patryk wyczuł od niego ten sam sygnał, którym kiedyś przyzywała go kochająca się para. Zaczął więc ciskać pozostałą kulkę w powstające w fabrykach maszyny, lecz nawet w tej powłoce uparta dusza nie chciała się zadomowić.
Ludzi tymczasem było coraz mniej, aż w końcu znikli zupełnie. A i Patryk dał za wygraną. Uznał że skoro nie może wykonać swojej misji musi znaleźć dla siebie inny cel. Najchętniej zrobiłby coś dla ludzi. Tych jednak już nie było. Pamiętał jednak, że kiedyś Ziemie opuszczały statki. Postanowił więc ruszyć ich śladem. Był duchem i szybowanie w przestrzeni nie sprawiało mu kłopotu. Szybko jednak przekonał się że jego możliwości były ograniczone. Nie mógł lecieć dowolnie szybko.
Najwyraźniej dusza też podlegała jakimś fizycznym prawom. Może zawierała w sobie jakieś elementy materii? W każdym razie Patryk zorientował się, że nie może podróżować szybciej niż z prędkością światła. Zanim przybywał do kolejnej gwiazdy mijały więc lata. Wizytował gwiazdę, za gwiazdą. Czasami na jakiś planetach spotykał ruiny ziemskich baz, lecz nigdy żyjących ludzi. Niezrażony ruszał więc ku nowym światom. Wędrówki w przestrzeni były jednak nużące. Jako duch nie czuł wprawdzie zmęczenia, jednak nuda coraz bardziej dawała się we znaki.
Wreszcie, w czasie jednej z podróży odkrył, że może oddziaływać na materie. Jako że w czasie długiego lotu nie miał nic innego do roboty zaczął rozwijać tę umiejętność i w czasie kolejnych setek lat dochodził do coraz większej wprawy. Zmieniał tor lotu napotkanych w przestrzeni drobin, a z czasem komet i planetoid. Nauczył się wyzwalać i kontrolować jądrowe reakcję. Dla hecy, a może z zemsty za sprawiony zawód, powodował wybuchy gwiazd w układach które już sprawdził. Choć jednak zataczał coraz większe kręgi nie znajdował ludzi. Aż w końcu, gdy przemierzał odległe krańce galaktyki, natrafił na słaby dawno już nieodczuwalny sygnał. Sygnał jakim kiedyś przyzywały go ciała w miłosnym uniesieniu. Był on słaby, lecz pozwalał określić kierunek, z którego dobiegał. Ruszył więc w tamtą stronę.
Wkrótce w miarę zbliżania się do jednej z gwiazd sygnał zaczął się nasilać, a gdy Patryk znalazł się w pobliżu planety, był już całkiem wyraźny. Nie dochodził jednak z jej powierzchni. Na orbicie natknął się na stary ziemski frachtowiec, jakim kiedyś wylatywali z Ziemi koloniści pragnący zasiedlać nowe światy. Statek był prawie nienaruszony, jedynie sterownie musiał rozbić niewielki meteor. Sprawdził pojazd dokładnie, lecz nie znalazł nikogo żywego. Zarówno załoga jak i koloniści byli martwi od wieków.
Sygnał jednak nie dochodził z przedziałów dla załogi. Dolatywał z ładowni, gdzie w pojemnikach stały zamrożone embriony ludzkie, a obok nich aparatura w której kiedyś rozwijały i rodziły się dzieci. Najwyraźniej było to potomstwo kolonistów. Mimo długiego czasu oczekiwania, większość embrionów była żywa. Jednak tylko jeden z nich wysyłał sygnał świadczący że oczekuje na dusze. Pozostałe swoje "kulki" musiały otrzymać dawno temu i teraz stały w pół drogi między życiem a śmiercią.
Patryk nie namyślając się dobył ostatnią znienawidzoną duszę i cisnął ją w pojemnik z embrionem. A ten wchłonął ją i już jej nie oddał. Równocześnie przed Patrykiem otwarł się czarny otwór, tak samo mocno zapraszający do wejścia jak ten, który ujrzał po swojej śmierci. Coś jednak go wstrzymywało. Z jednej strony nie mógł sobie nic zarzucić. Przecież ta dusza więziła go na tym świecie przez tysiące lat.
Dlaczego on nie mógł odpłacić jej i zrobić z nią to samo. Wystarczyło tylko dać się wessać w ów przyciągający go otwór. Zamiast tego Patryk opuścił się nad planetę i przeleciał nad jej powierzchnią. Bardzo przypominała Ziemię. Były tam oceany i morza, a północny i południowy biegun przykrywały lodowe czapy. Na największym z kontynentów Patryk dostrzegł wysokie góry. Wokół planety krążyły dwa księżyce.
Jeden wielkości ziemskiego, drugi znacznie mniejszy. Życie tutaj musiało jednak pobiec innym torem, a może też miało mniej czasu. Niektóre z porastających ląd roślin przypominały bowiem te jakie kiedyś widział na ilustracjach przedstawiających roślinność dawnych epok. Zwierząt na lądzie prawie nie było, jeśli nie liczyć niewielkich latających owadów. Za to oceany wręcz kipiały od życia. Patryk patrzył to statek, to na ziejący niezgłębioną czernią otwór.
Był niczym Syzyf, któremu po wielu próbach udało się wynieść głaz na szczyt góry. Lecz teraz ów Syzyf zastanawiał się czy nie zepchnąć głazu i nie zacząć pracy od nowa. Nagle podjął decyzje. Otoczył statek polem i ostrożnie sprowadził go na powierzchnie planety. Miejsce które wybrał zasługiwało w pełni na miano raju. W każdym razie on właśnie tak wyobrażał sobie raj gdy był dzieckiem. Mocą którą dysponował uruchomił inkubatory. Obawiał się, że rozmrożony embrion zwróci duszę, lecz tak się nie stało i wiszący nad nim otwór dalej zapraszał go do wejścia. On jednak przez miesiące doglądał rosnące embriony. Następnie przez lata patrzył jak rosły dzieci.
Niewidzialny opiekuńczy duch uczył je, leczył gdy chorowały, ustanawiał przywódców i prawa, karał i nagradzał. A dzieci rosły coraz bardziej, aż pewnego dnia z czekającego na niego otworu wyłoniły się dwie postacie: jedna trzymała tak dobrze znany Patrykowi worek przeźroczystych kulek, druga niosła kosę. Wyszedł im na spotkanie, lecz te nie zwróciły na niego uwagi, a może w ogóle go nie dostrzegły. I Patryk zamyślił się. Zostawiając duszę w zamrożonym embrionie mógł mieć naprawdę wątpliwości, ale teraz... Dzieci, które wychował były już dorosłe. Wiedział że zachowają w pamięci swego niewidzialnego opiekuna i prawa które im nadał. Był zresztą, niezależnie czy w życiu, czy już po śmierci, zawsze skromny i religijny, a to co robił zaczynało coraz bardziej przypominać zabawę w Boga. Chyba więc nadszedł już czas by...
- Czy pamiętasz słowa, które wymówiłeś zanim przyszła po ciebie śmierć? - zwróciła się do Patryka stojąca postać bez twarzy. - Miałeś wtedy rację - życie rzeczywiście przypomina szkołę, a ty właśnie przeszedłeś do następnej klasy. Zresztą część programu owej klasy, udało ci się wykonać już w poprzedniej. Przed tobą teraz nowa egzystencja. Życie stworzyciela i niszczyciela światów.
- A co byłoby gdybym zostawił ostatnią duszę w zamrożonym embrionie? - zapytał Patryk.
- Nic, tak samo zdałbyś do następnej klasy - odpowiedziała tajemnicza istota - Sądzę jednak, że to, co zrobiłeś będzie ci policzone jako zasługa do następnego życia.
- Tego jako stworzyciela światów? - zapytał Patryk.
- Nie. Do życia które nastąpi po nim. - odpowiedziała postać.
- A jakie ono będzie? - znów zapytał Patryk.
- Nie wiem. Do tamtego świata mam prawo wejść tylko do poczekalni..
Wojciech Jerzy Grygorowicz:
... o życiu i śmierci
- Zaloguj się by odpowiadać
